Fundacja dla Zwierzat ARGOS | www.argos.org.pl

Pożegnanie Agnieszki Lechowicz przed aresztem w Kielcach, 24.08.2018

24.08.2018

Czasem trzeba iść siedzieć

W dniu 24.08.2018 r. Agnieszka Lechowicz (prezes Stowarzyszenia Obrona Zwierząt z Jędrzejowa, pomysłodawczyni i koordynator projektu "Nadjeżdża sterylkobus - mobilna sterylizacja psów i kotów) stawiła się w Areszcie Śledczym w Kielcach, celem odbycia kary pozbawienia wolności, orzeczonej przez Sąd Rejonowy w Gdyni (SSR Krzysztof Więckowski, sprawa sygn. akt II K 939/15, art. 212 § 1 k.k.) za to, że w styczniu 2015 r., w mailu zatytułowanym "Uwaga na oszusta", skierowanym do licznych osób, pomówiła Katarzynę Śliwę-Łobacz stwierdzeniem że ta jest oszustem. Razem z Agnieszką Lechowicz skazano za to samo także Jolantę Racką i Tadeusza Wypycha. Apelacje oskarżonych nie zostały uwzględnione przez Sąd Okręgowy w Gdańsku.

Na czym polegało oszustwo?

Postępowanie karne w tej sprawie stanowi najlepszy dowód na to, że kompromitujący Polskę, niezgodny ze standardami wolności słowa art. 212 k.k. powinien być już dawno wykreślony z kodeksu. Niby wszyscy o tym wiedzą, ale nikt tego nie zrobił.

Lechowicz mieszka w woj. świętokrzyskim, Racka w małopolskim, Wypych w Warszawie (gdzie popełniono zarzucany czyn), zaś oskarżycielka Śliwa-Łobacz w woj. mazowieckim. Jednak prywatny akt oskarżenia został złożony do Sądu Rejonowego w Gdyni (?), a ten go skwapliwie rozpatrzył - wbrew regułom właściwości sądów i wbrew protestom oskarżonych. Musimy pisać dlaczego tak się stało, ryzykując kolejne wyroki?

W trakcie procesu Sąd Rejonowy w Gdyni pozbawił oskarżonych prawa do obrony, nie dopuszczając do przeprowadzenia dowodów na to, że Katarzyna Śliwa-Łobacz faktycznie oszukiwała, apelując o poparcie nieistniejącego projektu zmiany ustawy o ochronie zwierząt, chcąc w ten sposób wyłudzić poparcie in blanco dla swego lobbowania w interesie organizacji społecznych prowadzących schroniska dla zwierząt. Nie dopuszczając dowodów na oszustwo oskarżycielki, Sąd przyjął za podstawę to, co napisała i wyjaśniła na rozprawie sama Katarzyna Śliwa-Łobacz. Sąd nie dostrzegł oszustwa w tym, że kłamliwie informowała, że konkretny projekt "od ponad roku leży w Sejmie". Przyjął, że było to "sformułowanie lingwistyczne" (?). Co prawda, Sąd dostrzegł fakt, że Katarzyna Śliwa-Łobacz zmyśliła sobie pozytywne opinie o takim projekcie ze strony NIK oraz Ministerstwa Środowiska, ale uznał ten jej "błąd" za nieistotny.

Co najciekawsze, otwierając postępowanie, Sąd nawet nie dysponował kopią tekstu pt. "Uwaga na oszusta", który był przecież przedmiotem sprawy. W tekście tym przypominano, że Katarzyna Śliwa-Łobacz już wcześniej oszukiwała - podczas nowelizacji ustawy z 2011 r., nawołując do poparcia szkodliwych przepisów. Sąd stwierdził jednak, że "nie brała czynnego udziału" w projektowaniu nowelizacji z 2011 r., więc nie może ponosić odpowiedzialności za to, że w zgłoszonym projekcie (druk sejmowy nr 4257) w uzasadnieniu projektu pisano jedno, a z projektowanych zmian przepisów wynikało coś zupełnie przeciwnego. Wychodzi na to, że sama Katarzyna Śliwa-Łobacz nieprawdziwie przypisuje sobie współautorstwo projektu nowelizacji ustawy z września 2011 r.

Projekt z 2011 r. pisany był na zasadzie "naród głupi - wszystko kupi". Skoro w 2011 roku "naród" kupił to z entuzjazmem, wyrażonym w radosnym marszu miłośników zwierząt pod Sejm, to w 2015 r. zamierzano powtórzyć ten sam manewr. Jednak Agnieszce Lechowicz podczas odsiadki towarzyszyć będzie niewątpliwa satysfakcja, że reakcja na list "Uwaga na oszusta" przyczyniła się do tego, że kolejny taki projekt z kręgów Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt nie przeszedł w 2015 r., bo coraz więcej osób czyta, obserwuje i samodzielnie myśli. A w tym cała nadzieja na przyszłość.

T.W.